W swoim życiu zwiedziłem już stosunkowo dużą ilość miejsc. Oczywiście nie jestem jakimś wybitnym podróżnikiem, nie byłem w każdym zakątku świata. W miarę możliwości jednak starałem, się każdy okres urlopowy spędzać poza granicami naszego kraju, od czasu oczywiście, gdy tylko stałem się samodzielny finansowo i mogłem sobie na to pozwolić. I tak, każde kolejne wakacje, oznaczały dla mnie poznanie kolejnego miejsca.Poznanie oczywiście powierzchowne, ponieważ tydzień urlopu nie pozwala na zwiedzenia wszystkich miejsc, które chcielibyśmy zobaczyć w jakimś konkretnym punkcie na mapie świata. Pominę tu dodatkowo fakt, że jeżeli cały rok ciężko pracujemy po to, by móc raz w roku gdzieś wyjechać, marzymy wtedy raczej o tym by w końcu odpocząć od tego miejskiego zgiełku i oddać się chwili relaksu.

Stąd miejsca, które wybierałem były raczej znane i atrakcyjne pod kątem turystycznym, a oferty podróżny w ich kierunku można było bez problemu znaleźć w każdym szanującym się biurze turystycznym. Dla doprecyzowania: mam tu na myśli kraje takie jak Grecja, Hiszpania, Włochy. Byłem także w Egipcie i Tunezji, z czasem decydowałem się na dalsze podróże: byłem dwukrotnie w Stanach Zjednoczonych oraz raz w Tajlandii. Wydawało mi się wtedy, że mogę się spokojnie określić mianem zaawansowanego podróżnika. Wszak byłem przecież na aż 4 kontynentach, a i lot do Australii znajdował się w niedalekich planach. Wtedy jednak w moim życiu prywatnym i zawodowym doszło do sporych zmian. Rzuciłem pracę w korporacji, na rzecz spróbowania sił we własnym, mniejszym biznesie. Nie wdając się w niepotrzebne szczegóły mogę powiedzieć, że zmiana wyszła mi na dobre. Zacząłem zarabiać o wiele większe pieniądze, miałem też więcej czasu dla siebie po pracy. Wykorzystałem go między innymi na edukowanie się w zakresie podróży właśnie. Ponadto poznałem wielu ciekawych ludzi, którzy jak się później okazało, widzieli znacznie więcej ode mnie i chętnie dzielili się swoimi spostrzeżeniami. Tym co okazało się być między nami największą różnicą był sposób podróży. Ja, wszędzie latałem samolotem. Uznawałem, że jest to najlepszy, najbezpieczniejszy, najszybszy i najbardziej komfortowy środek transportu. Z czasem jednak zacząłem się zastanawiać, czy właśnie na tym mi zależy. Z praktycznie wszystkich podróży, z których przyszło mi wrócić do Polski, wracałem totalnie rozleniwiony. O miejscach, w których byłem, potrafiłem za to powiedzieć bardzo niewiele. Dotarło do mnie, że nie było znaczącej różnicy w tym, czy spędziłbym wakacje na Krecie, czy w Świnoujściu. I tak ograniczałem się do plażowania i picia alkoholu w hotelowym barze. Po dwóch latach o rozpoczęcia mojej prywatnej działalności, miałem już wystarczająco pieniędzy, i zarazem wystarczająco pewności by dokonać zakupu swojego życia. I tak rozpoczęły się moje podróże kamperem. Coś, co dziś jest dla mnie hobby nr 1. Coś, co zmieniło moje podejście do życia i co sprawiło, że dziś mogę faktycznie powiedzieć, że zwiedziłem kawałek świata. Zwiedziłem, a nie odwiedziłem – bo to jest kolosalna różnica.
Dziś na spełnianie swoich marzeń, mam do dyspozycji każdego roku około 2 miesiące, nie jak kiedyś – tydzień. Gdy wybiorę już miejsce, które pragnę zobaczyć, nie bukuję najszybszego lotu, wyznaczam sobie trasę, którą pokonam moim kamperem. Zanim zjawię się na miejscu, minie niewyobrażalnie więcej czasu, niż gdybym tam po prostu poleciał. Jednak przy okazji zobaczę wiele innych, nierzadko uroczych miejsc na świecie. Nie śpię w luksusowym hotelu, codziennie kładąc się spać w stanie nietrzeźwości. Na alkohol pozwalam sobie sporadycznie, gdy wiem, że nazajutrz nie czeka na mnie kawał trasy do pokonania.

Poznałem mnóstwo interesujących ludzi, którzy opowiadali mi o historii i zwyczajach miejsc, w których się w danej chwili znajdowałem. Wiele razy było mi dane przekonać się o ich życzliwości, gdy kamper mnie zawodził i potrzebowałem pomocy w jego naprawie. Dziś, mam wielu znajomych z różnych zakątków świata. Nie jeżdżę już tylko w miejsca, które wydaja się być atrakcyjne z turystycznego punktu widzenia. Mój przenośny, wakacyjny dom może dotrzeć wszędzie. Byłem na Islandii (długa, bardzo ciekawa podróż promem), zwiedziłem już wszystkie kraje bałkańskie (Serbowie to chyba mój ulubiony naród), powoli prowadzę swoją prywatną ekspansję na wschód. Kocham azjatycką kuchnię, dlatego z przyjemnością wyruszyłem w najdłuższą jak dotąd dla mnie podróż – do Wietnamu. Od czasu gdy zmieniłem swoje podejście, podróże stały się dla mnie celem. Zarabiam, by podróżować. Rozwijam swoją firmę, by móc zwiedzić więcej i kolekcjonować kolejne wspomnienia. A wczoraj kupiłem nowy, przenośny dysk do komputera, bo ten stały jest już przepełniony zdjęciami, które robiłem w różnych miejscach naszego świata. I to jest dla mnie coś pięknego.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here