Zawsze jej mówiono – „To, co robisz, rób z pasją. Tylko wtedy będziesz robić to naprawdę dobrze”.
Przez całe szkolne życie szukała tej pasji. Najpierw był to rysunek, pierwsze nagrody, jej praca powieszona w ramie na korytarzu ogólniaka. Potem kolejno rzeźba, taniec, harcerstwo, żeglarstwo, żeby w końcu sobie uświadomić, że tak naprawdę jej prawdziwą pasją, największą, są podróże po świecie.
Zaczęła to odkrywać już na etapie zainteresowań malowaniem, gdy w konkursie poświęconym pielgrzymkom papieża Jana Pawła II zdobyła jako nagrodę książkę o misjach pełną zdjęć dzieci z różnych krajów. Oglądała ją tyle razy, ze okładka oderwała się od stron. Na zajęciach z tańca najbardziej podobało się jej flamenco i elementy ludowego tańca z Peru. Wyjazdy harcerskie, już jako instruktorka, urozmaicała grami i gawędami nawiązującymi do kultur i wierzeń miejsc, gdzie akurat biwakowali, ale i porównując je ze zwyczajami egzotycznych ludów. A znała je tylko z literatury.
Od kiedy pamięta, w każde wakacje wyjeżdżała z rodzicami i rodzeństwem na wakacyjne wyprawy. Czasy, a i możliwości finansowe rodziny pozwalały tylko na podróże po Polsce. Rodzice kochają góry, więc poznała niemal wszystkie szlaki od Bieszczad po Sudety. Nieobce jej były zmagania się ze swoimi słabościami, radości ze zdobycia szczytu mimo złych warunków, długie wieczorne rozmowy z gospodarzami. Kiedy szkoła organizowała wycieczkę do Danii , przeznaczyła na nią wszystkie swoje oszczędności. Wyjazd z ciocią i babcią do Włoch i Chorwacji rozbudził pragnienia dalszych zagranicznych podróży. Póki co, z braku funduszy pozostały harcerskie biwaki i obozy na Mazurach i polskie góry zdobywane z rodziną.
Porzuciła wtedy myśli o studiach medycznych na rzecz etnografii, by przed samą maturą zdecydować się na studiowanie psychologii. Zdała sobie bowiem sprawę, że to, co w marzeniach o podróżach ja zachwyca najbardziej ( a czasami przeraża), to nie tyle kultura, co różnorodność postaw i zachowań ludzi różnych kontynentów.
Już na pierwszym roku miała plan – zatrudniła się na wakacje w firmie organizującej wyjazdy do szkół językowych w Anglii. Praca była odpowiedzialna, ale zobaczyła kawałek Europy i zarobiła na pierwsze krótkie wyjazdy – do Włoch, na Cypr, do Francji. Zgłosiła się jako wolontariuszka na Światowe Dni Młodzieży do Madrytu i przez miesiąc zwiedzała Hiszpanię. Potem były roczne studia w Coimbrze, dzięki którym zwiedziła dużą część Portugalii i Wyspy Azorskie. Studia były prowadzone w języku portugalskim, więc był to wielki wysiłek, ale zdobyła umiejętność rozmowy w czwartym języku po polskim, angielskim i hiszpańskim. A przecież ludzie i rozmowa z nimi ciągle były ważnymi elementami jej wyjazdów.
Praca i związane z nią wynagrodzenie otworzyły jej nowe możliwości. Ograniczeniem był tylko krótki czas urlopu. W międzyczasie poznała chłopaka, tak jak ona pasjonata podróży. Pierwszą wspólną wyprawę odbyli do Brazylii, Argentyny i Paragwaju.Tak jak zawsze marzyła, z plecakami, lokalnymi środkami transportu, blisko rdzennych mieszkańców. Favele w Rio de Janeiro i zatłoczony, rozklekotany pakistański autobus na górzystej drodze przysporzyły jej trochę strachu, podobnie jak grzechotnik na środku ścieżki do argentyńskich wodospadów. Nie wszystko było przyjemne, plecak ciążył, czas ograniczał – ale to było nic w zestawieniem ze szczęściem, jakiego doświadczała.
Po tych podróżach przyszły następne- na norweskie fiordy, zimą po Austrii i Bawarii, znowu do ulubionej Portugalii, tym razem, by pokazać ją przyjaciołom. I jeszcze raz do Portugalii z rodzicami, by ich rozkochać w tej krainie. Przy tej okazji nie obyło się bez wyprawy w góry i odwiedzin w łupkowej osadzie.
Większą część urlopów zabierały dalsze podróże – do San Francisco, Doliny Śmierci i Las Vegas, a w następnym roku podziwianie zaćmienia słońca w Yellowstone i zwariowana podróż samochodem przez inne Parki Narodowe Ameryki. Noclegi na campingach z ludźmi z całego świata, groźne spotkanie z niedźwiedziem, przydrożny bar jak z westernu, Wielki Kanion- to zostanie w niej na zawsze.
Tegoroczny urlop to Andaluzja przejechana samochodem w marcu od Kadyksu po Sierra Newada z cudownymi miasteczkami Rondą i Setenil de Las Bodegas i jesienna wyprawa Tajlandia- Kambodża. Nowe smaki, nowe zwyczaje, cudowne zabytki Angkor, i ludzie- przyjacielscy, otwarci, życzliwi. Pobyt na rajskiej wyspie, gdzie o świcie budził ją i jej towarzysza gwar puszczy. Smak kokosa na plantacji.
A co jeszcze przed nią?Tyle krajów, lądów. Co wybierze, nie wie sama. Moja córka, podróżniczka.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here